demas | orick | vana | valadir | eriel | mreco | elwinga | nazg | RSS
Jan Szewczyk z Nowego Sącza dystynkcje porucznika przypiął dopiero w maju bieżącego roku, na swe setne urodziny. Pierwszą wojenną ranę odniósł pod Raszynem, w bitwie warszawskiej, podczas wojny z bolszewikami.<p>- To był straszny bój. Niepodal mnie zginął ks. Skorupko - wspomina stuletni porucznik. - Ja z raną nogi trafiłem do szpitala, a były tam takie ładne młode sanitariuszki, że niektórzy to nawet rozdrapywali gojące się rany, by dłużej być blisko tych dziewcząt. Wydobrzałem dość szybko, a więc mogłem wrócić na front. Byłem później daleko na kresach. Z wojny wróciłem do rodzinnego Nowego Sącza. Nie przyjąłem gospodarstwa rolnego na kresach, ofiarowanego żołnierzom przez Piłsudskiego. Wybrałem gwarancję pracy na kolei. W Sączu nie było mi dane jednak zakotwiczyć wtedy na dłużej.<p>Wojskowa powinność znów pognała Jana Szewczyka w świat, by w okolicach Bielska budować polskie struktury po wygranym plebiscycie na Śląsku.<p>Najstarszy nowo mianowany porucznik Rzeczypospolitej, który urodził się 12 XII 1899 r. jest rodowitym nowosądeczaninem i z miastem tym związany był przez całe życie. Opuszczał je tylko na wojskowe szkolenia i dwie kampanie wojenne. Ta pierwsza była udziałem w walce o niepodległość Polski, zaś druga wyprawą z Piłsudskim, by powstrzymać wojska sowietów prące na zachód. Po powrocie z marszu przez Wołyń i Podole Jan Szewczyk podjął pracę na kolei, gdzie był maszynistą i mechanikiem. Wtedy też pojął za żonę pannę Józię z Męciny i z nią wychował czworo dzieci. Doczekał się również czworga wnucząt i siedmiorga prawnucząt.<p>Fot. Stanisław ŚMIERCIAK
kredyt hipoteczny Web directory baterie kuchenne chlor płytki warszawa